• Wpisów:2
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 20:40
  • Licznik odwiedzin:887 / 1266 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Siedziałam na kanapie i gapiłam się tępo w ścianę rozmyślając o chłopaku z księgarni. Dlaczego mu się zwierzyłam? Dlaczego mnie pocałował? Przecież byłam tylko nieznajomą dziewczyną.
Nie mogłam znieść tej ciszy, więc włączyłam telewizor. Na ekranie stała para i spokojnie rozmawiała, gdy chłopak przybliżył się do dziewczyny i wyszeptał jej w ucho:
-Kocham cię, Isabell.
Wiadomo było, że zaraz się pocałują. Przełączyłam na kanał muzyczny, bo takie przedstawienia przypominały mi tylko dzisiejszą dziwną sytuacje w sklepie. Ten chłopak tylko chciał się mną zabawić, powtarzałam sobie jak mantrę. Pewnie gdzieś obok księgarni stali jego kumple i nas obserwowali. A ja mu o wszystkim powiedziałam. Jaka ja głupia jestem. Pewnie nawet nie pamięta mojego imienia. Zaczęłam się śmiać. Śmiać się jak osoba chora psychicznie. A może nią byłam? Może nie powinno mnie tu być, może właśnie powinnam być zamknięta w pokoju bez klamek, obserwowana przez ludzi, próbujących mnie jakoś z tego wyleczyć. Znowu wybuchłam spazmatycznym śmiechem.
Siedziałam dalej w bezruchu, gdy uświadomiłam sobie, że jest po północy. Wstałam z kanapy i podreptałam do sypialni. Bezwiednie opadłam na łóżko, zamknęłam powieki i zasnęłam.
Gdy się obudziłam było kilka minut po trzeciej. Przekonana, że więcej nie zasnę, powtórzyłam automatycznie ranne czynności. Zostało mi trochę czasu, więc wyciągnęłam z pułki ,,Romea i Julię" i znowu zaczęłam po raz setny ją czytać. Ta książka mnie oczarowała, chciałam żeby ktoś mnie tak mocno kochał, nawet jeśli miałabym się dla niego zabić. Spojrzałam na zegarek, powinnam już iść do pracy. Odłożyłam książkę na półkę i wyszłam do przedpokoju. Włożyłam buty, nie nakładałam kurtki, bo było za ciepło. Jak zwykle, gdy byłam przed drzwiami księgarni, wygrzebałam z torebki klucze, wsadziłam je do zamka i przekręciłam. Moje życie jest nudne, pomyślałam. Ale mi to pasuje. Pasuje mi to, że codziennie rano będę przychodziła do pracy, czytała w jej trakcie książkę, która będzie mnie przenosiła do innego świata. Potem będę szła do domu, oglądała bezsensowny film w telewizji. Przypomnę sobie ze szczegółami od początku całe moje życie, może uronię łzę, może dwie... a potem wezmę prysznic, napije się herbaty i pójdę spać. Uśmiechnęłam się psychopatycznie sama do siebie, usiadłam za ladą i nałożyłam słuchawki na uszy. Miałam tak głośno podkręconą muzykę, że nie zauważyłam, gdy do sklepu wszedł klient. Udawałam, że go nie zauważyłam, ale powoli podszedł do mnie i odchrząknął.
-Czego?-wyszeptałam bezgłośnie sama do siebie.
-Liliana?-zapytał.
Natychmiast otworzyłam powieki. Przede mną stał ten tajemniczy chłopak, który wczoraj zaczął mnie wypytywać o moje blizny na nadgarstkach. A jednak pamiętał moje imię, ale czy powinno mnie to interesować? On traktował mnie jak zabawkę, przynajmniej tak sobie wmawiałam.
-Co? Przyszedłeś tu po książkę, czy po to żeby znowu uderzyć w mój najsłabszy punkt, żebym powiedziała ci o rzeczach, o których nikomu nigdy nie mówiłam?-zapytałam. W moim głosie był ukryty ból i smutek. Chciałam na niego wrzeszczeć, ale czemu? Przecież to było takie zabawne. Przecież to takie fajne, bawić się czyimiś uczuciami. I znowu się roześmiałam. Ze mną naprawdę jest coś nie tak.-Wynoś się. Wyjdź z księgarni.-rozkazałam.
-Czemu jesteś taka ostra, Lil?-zapytał z sarkazmem i uśmiechnął się na całą szerokość ust. Wyglądał tak słodko.
-Nie nazywaj mnie Lil, jak możesz to po prostu wyjdź. Proszę-szepnęłam.
-Nie mogę cię rozgryźć, Lil. Nie rozumiem cię. Jeszcze wczoraj z chęcią mnie całowałaś.
Spojrzałam na niego ostro
-Boisz się miłości-kontynuował, nie było to pytanie, raczej stwierdzenie.
-Tak, boję się miłości. Boję się, że ktoś mnie znowu zrani. Boję się, że gdy będę u pełni szczęścia, coś się po prostu spieprzy-wrzasnęłam i otoczyłam się ramionami. Czy on nie może sobie iść? A może jest seryjnym mordercą, który od lat obserwował swoje ofiary, a potem wkraczał do ich życia i topił je w wannach. Wyobraziłam sobie swoje ciało leżące w wodzie, całe w dziurach, z których strumieniami leciałaby krew. Ta wizja mnie przerażała, ale też miała swój urok.-Chcesz mnie zabić?-zapytałam niewinnym, dziecinnym głosem.
-Nie, złotko, nie chcę cię zabić. Chcę ci pomóc.
Spojrzałam na zegar wiszący nad wejściem. Za dwie godziny kończyłam pracę. Zamknęłam powieki i próbowałam przenieść się do nicości mojego umysłu, gdzie nie mogłam czuć żadnych emocji. Oddychałam i skupiałam się tylko na tym.
-Dlaczego ja?-mówiłam do siebie.-Dlaczego to ja nie mogłam mieć normalnego dzieciństwa, czym sobie na to zasłużyłam. Dlaczego nikt mnie nie kocha.-jęknęłam i poczułam kłujący ból w klatce piersiowej.
-Ja cię kocham, Lil. Ja cię kocham-wyszeptał i otulił mnie swoimi ramionami.
-Mówisz tak tylko dlatego, żebym poczuła się lepiej. To są tylko puste słowa. Tak naprawdę tego nie czujesz.
-Czuję. Tutaj-powiedział i położył rękę na sercu.
-Nieprawda. Idź stąd. Wyjdź. Nawet cię nie znam.-szeptałam, choć nie wiem czy mnie usłyszał.
-Znasz. Ja jestem Kuba-uśmiechnął się.
-Ja Liliana-powiedziałam, a potem uświadomiłam sobie, że on to dobrze wie.
-Tak-potwierdził.-A teraz zaprowadzę cię do domu. Wyglądasz na zmęczoną.
-I jestem. Ale zostało jeszcze dwie godziny do zamknięcia.-odparłam, a potem uświadomiłam sobie, że mu ufam, że czuję się bezpieczna w jego towarzystwie.
-Za pięć minut koniec, głuptasie.
Spojrzałam na wyświetlacz mojej komórki, rzeczywiście zaraz kończę pracę. Kuba wstał i pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia.
-Chyba nic się nie stanie, gdy zamkniesz trochę wcześniej. Do tej rudery i tak nikt nie przychodził.
Uniosłam nieśmiało kącik ust i poszłam za chłopakiem. Nie wiem czemu, ale znał dokładnie drogę do mojego mieszkanie, a ja o to nie pytałam, bo miałam dziwne wrażenie, że tak powinno być. Gdy byliśmy pod drzwiami, wziął moją torebkę i wyciągnął z niej klucze. Zgrabnie otworzył drzwi, a ja patrzyłam, jak jego kości rąk, tak seksownie się ruszają. Przez chwile, jak znaleźliśmy się w pobliżu kuchni, myślałam, że sięgnie po nóż i wbije mi go w brzuch z satysfakcją patrząc jak wije się z bólu. Ale on tylko ciągnął mnie dalej, w stronę sypialni. Gdy już znaleźliśmy się nad moim łóżkiem, Kuba wygodnie rozłożył się po prawej stronie, a ja skuliłam się na mojej wielkiej, miękkiej poduszce po lewej stronie. Szepnął mi do ucha ,,Dobranoc", a ja nawet nie zastanawiałam się czy zostaje ze mną na noc, bo już połowa mojego umysłu dryfowała gdzieś w otchłani snów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Leżałam łóżku, gdy nagle zadzwonił budzik. Niechętnie wstałam, potarłam oczy by odgonić sen i poszłam do łazienki. Była piąta rano, a ja musiałam być w pracy o siódmej. Siedziałam w księgarni do wieczora za ledwie tysiąc pięćset złotych, ale przynajmniej mogłam w spokoju poczytać książkę, bo zazwyczaj przychodziło mało klientów.
Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i spięłam moje kasztanowe włosy w niechlujny kok. Naciągnęłam na nogi ciasne rurki i obwisły sweter w norweskie wzorki. Podreptałam jeszcze w półśnie do białej kuchni, urządzonej w stylu retro, tak jak reszta mojego mieszkania na poddaszu kamienicy. Na blatach stały doniczki, w których rosły przyprawy-nadawały one temu miejscu trochę życia. Nalałam do czajnika wodę na kawę i nasypałam jej dwie łyżki do mojego ulubionego kubka w różowe małpki.
Gdy woda się zagotowała, napełniłam kubek do połowy i wlałam mleko. Usiadłam przy małym stoliku, również białego, i upiłam łyk gorącego napoju.
-Moje życie jest beznadziejne-wyszeptałam sama do siebie, a w drzwiach pojawił się łebek mojego szarego kota i podreptał do mnie, jakby chciał mnie pocieszyć. Pogłaskałam go za uszkiem.-Ale jakoś sobie poradzimy, prawda Remciu?-spytałam, a on odpowiedział mi cichym mruknięciem. Wskoczył mi na kolana domagając się więcej pieszczot.
Spojrzałam na zegarek, było za piętnaście siódma. Westchnęłam. Powoli zdjęłam kota z kolan i wyszłam z kuchni. Nałożyłam czarne Vansy upolowane kiedyś w krakowskim lumpeksie. Zarzuciłam skórzaną kurtkę na plecy i zamknęłam za sobą drzwi od domu.
Szłam tak ulicami nie zwracając uwagi na szczegóły. Wsunęłam na uszy słuchawki i podgłośniłam na maksa Green Day, gdy pojawił się szyld księgarni. Wygrzebałam klucze z torebki i przekręciłam je w zamku. Weszłam, wytrzepałam buty o wycieraczkę i przekręciłam tabliczkę z napisem ,,Otwarte" przodem do szyby. Usiadłam za ladą i sięgnęłam po ,,Złodziejkę Książek" i zaczęłam czytać na stronie, na której skończyłam.
Przez cały czas nikt nie przyszedł, gdy drzwi otworzyły się i do księgarni wszedł pewnym krokiem brunet, przez czarną koszulkę lekko odbijały się mięśnie. Jego długie nogi opinały ciemne dżinsy, a na nogach miał granatowe, znoszone trampki. Zaczął się rozglądać, wyciągnął z półki książkę z poezją, po czym znowu włożył ją na miejsce. Szukał tak przez kolejne pięć minut. Odłożyłam lekturę na ladę.
-Pomóc panu w czymś?-spytałam znudzona, jak nie szukał czegoś konkretnego, to równie dobrze mógł sobie iść.
-Nie, dziękuję-odpowiedział.-Ale chętnie poszedłbym na kawę z ładną brunetką.-powiedział i uśmiechnął się łobuzersko.
-Brunetka ma już plany na wieczór-odpowiedziałam kpiąco.
Podszedł do mnie i spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami.
-Jak masz na imię?-zapytał.
-A ty?
-Podobasz mi się. Jestem Kuba.-Przybliżył się do mnie trochę.
-Kupujesz coś?-w moim głosie było słychać ostrą nutę.-Czy tylko przyszedłeś ze mną poflirtować? Jak tak, to możesz już iść.
-Pokarz nadgarstki.-rozkazał.
Automatycznie dotknęłam swoich blizn na rękach. Skąd on o nich wiedział? Kim był i czego chciał?
-Nie, niby czemu mam pokazywać swoje ręce obcemu mężczyźnie, który nawet nie zna mojego imienia?-spytałam.
-No to jak masz na imię?
-Jestem Liliana.-ledwie zaszczyciłam go spojrzeniem.
-Cudownie-jego głos ociekał sarkazmem.-Czemu się tniesz?
-Skąd ty wiesz, że ja się tnę?-ten facet wydawał się podejrzany. I to bardzo.-Jesteś bezczelny.
-Wiem. A teraz pokarz nadgarstki-nakazał ostrzejszym tonem.
Podwinęłam rękawy, bałam się, że jeśli go nie posłucham, to zrobi mi krzywdę. Ale to i lepiej dla mnie i tak nie miałam bliskich, nikogo kto by mnie kochał, oprócz mojego kota, ale miałam wrażenie, że jest ze mną tylko dlatego, że go dokarmiam.
Wziął moją rękę i zaczął wodzić palcem bo pionowych bliznach.
-Czemu?-zapytał szeptem.-Jesteś piękna,nie sprawiasz wrażenia smutnej, a na pewno nie jesteś tak głupia, by robić to na pokaz. Więc czemu?-jeszcze raz spytał.
Przez głowę przelatywały mi wspomnienia z ostatnich osiemnastu lat mojego życia. Po policzkach poleciały mi łzy.
-Jak miałam osiem lat mój ojciec zaczął grać w hazard-zaczęłam ściszonym głosem-narobił sobie długów. W końcu do naszego domu przyszli dwaj napakowani faceci. Zabili mojego ojca na moich oczach i mojej matki. Kazali nam na to patrzeć.-zrobiłam krótką przerwę.-Po kilku miesiącach terapii starałam się normalnie żyć, ale moja matka zaczęła pić i ćpać. Wkońcu to ją wykończyło. Przez następny rok mieszkałam w Domu Dziecka. Tam jeden z nauczycieli próbował mnie zgwałcić-przypomniałam sobie jego dotyk na moich ramionach-ale wtedy uciekłam. Przez kilka miesięcy mieszkałam na ulicy. Musiałam żebrać, żeby przeżyć, ale wkońcu przygarnęła mnie miła staruszka.-w głowie pojawił mi się obraz ciepło uśmiechającej się pani Haliny.-Znalazłam pracę i wynajęłam mieszkanie z jej pomocą, a teraz tkwię tutaj bez osób, które pomogłyby mi zapomnieć o przeszłości, otulić i powiedzieć, że wszytko będzie dobrze.-nie wiedziałam czy ostatnie zdanie naprawdę wypowiedziałam.
Kuba nachylił się ku mnie i otoczył swoimi silnymi ramionami. Dotknął wargami mojego czoła po czym przeniósł je na moje usta. Jego pocałunek był rozpalający i miękki.
-Wszystko będzie dobrze-powiedział i mocniej mnie przytulił